KULTURALNIE #CZERWIEC2015


Lato to czas wylegiwania się na słońcu, bliskich i dalekich podróży, czas relaksu i świętego spokoju. Ale gdy słońce świeci zbyt mocno, z pleców schodzi poparzona skóra, albo odwrotnie - gdy brakuje nam szczęścia i wolne dni spędzamy na chowaniu się przed letnim deszczem - nie ma lepszego pomysłu, niż bliskie spotkanie z książką!
Na wakacyjno-urlopowy czas proponujemy literaturę - nadal ambitną i dającą do myślenia (bo i kiedy znajdziemy więcej czasu na przemyślenia, jeśli nie latem!), ale równocześnie możliwą do czytania na wyrywki, z przerwami na lemoniadę, koktajl, spacer, nieco lżejszą, niż powieści, nieco cięższą, niż kolorowe czasopisma.
Do pociągu i na plażę, do poduszki i do kawy rano - Marek Bieńczyk jest zawsze doskonały. Absolutny mistrz współczesnego eseju polskiego, laureat nagrody Nike za "Książkę twarzy" (którą też bardzo polecam!) - wydał kolejny, pierwszy od czasów nagrody, równie wyśmienity zbiór esejów i krótkich opowiadań - pod frasującym tytułem "Jabłko Olgi, stopy Dawida". Kupiłam zaintrygowana, jestem w trakcie lektury (na urlop muszę jeszcze poczekać, więc czytam w tramwaju do pracy i kiedy tylko mój Antoś pójdzie spać) - i już gorąco polecam!
Zebrane teksty autora "Tworków" tym razem oscylują wokół zagadnienia olśnienia, chwilowego zachwytu, małych, codziennych epifanii. Niezwykle sensualne eseje i opowiadania połączyły ludzkie zmysły - niezapomniany smak jabłka, niezwykły widok towarzyszący przez lata, dźwięk słów powracających, jak refren dobrej piosenki, czy gest, który mówi więcej o człowieku, niż on sam chciałby powiedzieć.


Dające do myślenia, momentami zachwycające, przejrzyste, choć mówiące o ludzkiej duszy - takie są właśnie teksty Bieńczyka. Kto jeszcze ich nie zna - ten gapa ;-) !

Czary i mary, o nich jest tutaj mowa. O czarach, które nas porywają i o marach, które nas nachodzą. O zaczarowaniach, którym ulegamy i o grozie, od której uciekamy. 

"Jabłko Olgi, stopy Dawida"
Warszawa 2015