KULTURALNIE #MAJ2015


Maj, kwitnące kasztanowce, grupy maturzystów w odświętnych koszulach z notatkami w rękach, nerwowo sprawdzających odpowiedzi, których nieopatrznie udzielili na testowe pytania ... Miasto na klika pierwszych dni maja zamienia się w miejsce kultu nauki i edukacji, w gazetach, dziennikach telewizyjnych, radio, tramwajach, parkach, ogródkach piwnych ... wszędzie temat egzaminów. Choć piękne czasy maturalnych zmagań, a nawet (niestety) i sesji, już za nami - nie zapominajmy o sile, jaka tkwi w nauce i samorozwoju. Teraz jest Twój najlepszy czas, teraz możesz sama wybierać: czego, kiedy i po co się uczysz! Jeśli studiowałaś coś, czego tak naprawdę nie lubisz - czemu miałabyś nie zrobić studiów podyplomowych w kierunku, który naprawdę Cię interesuje? Jeśli wykonujesz pracę, której nie lubisz - czemu się nie przebranżowić? Wybrać na kursy doszkalające, zdobyć certyfikaty? Może project management? A może certyfikat językowy? A może po prostu chcesz się nauczyć nurkować/ szydełkować/ gotować? Knowledge is a power - wiedza jest potęgą, nie odpuszczaj z własnej woli takiej siły ;-).


Oprócz ścieżek rozwoju, gorąco zachęcamy Cię także do codziennego ćwiczenia mózgu i pamięci - świadomego uczestniczenia w kulturze! Idź na dobry koncert, zainteresuj się ambitnym kinem, a wieczorem - wyłącz beblający w kółko telewizor i wybierz dobrą lekturę!



Moją ostatnią fascynacją czytelniczą stała się "Matka Makryna" Jacka Dehnela. Pisarz, który ostatnimi czasy lubuje się w sztafażach historycznych (jego poprzednia powieść dotyczyła Francisco Goi) tym razem postanowił zanurzyć się w burzliwe czasy polskiego romantyzmu, wybierając niezwykle kontrowersyjną i barwną postać. Niestety celowo zapomnianą.
Tytułowa Matka Makryna to słynna XIX-wieczna oszustka, Makryna Mieczysławska, która podając się za przełożoną unickiego klasztoru, jednocześnie posiadając ogromny talent aktorski i wyobraźnię bez granic, wywarła znaczący wpływ na środowisko Wielkiej Emigracji i zdobyła sławę w całej Europie. W rzeczywistości pani Mieczysławska była wdową po rosyjskim wojskowym, bitą i upokarzaną, której ból i nieszczęście nie były zauważone dopóty, dopóki ta nie przyoblekła ich w narodowo-religijno-patriotyczne fatałaszki.
Przekręt na miarę naszych czasów - czyż nie? Bohaterka wyobraźni naszych wielkich poetów, opisywana w dziełach Słowackiego i Wyspiańskiego, zdemaskowana została bardzo późno, bo dopiero w latach 20. następnego wieku. Czyżby miała plan idealny? 
To, co po przeczytaniu tej książki zastanawia najbardziej, to przerażająca machina pamięci zbiorowej, która tak skrzętnie zamiotła pod dywan wstydliwą historię wielkiej polskiej oszustki (kto z Was dziś zna postać Makryny? Mi o niej opowiedział, bo nawet - co przykre - nie przypomniał, właśnie Dehnel w swojej najnowszej książce); z drugiej zaś strony niepokojąco współczesny wydaje się być temat mistyfikowanych karier. Wówczas była to pseudo-przeorysza, dziś polityczny celebryta, który - pochodząc nie wiadomo skąd, jest w stanie zawładnąć publiczną wyobraźnią używając narodowo-religijnych schematów, na które od zawsze my, Polacy, reagujemy emocjonalnie. 
'Matka Makryna' - nie dość, że czyta się doskonale, przypomina, co to znaczy piękna polszczyzna, ale ponadto jeszcze dostarcza odpowiedniej gimnastyki umysłu - przypomnisz sobie, ile jeszcze pamiętasz z polskiego romantyzmu, historii Polski i Europy XIX-wieku - i będzie to bardzo miła powtórka! Polecam na deszczowe wieczory i majowy weekend! ;-)