RAZEM #MAJ2015


Egzaminy to nie zawsze tylko formalność, to nie tylko szkoły, certyfikaty, dyplomy...Niestety zdarzają się też, i to niestety znacznie częściej, sprawdziany życiowe, które zdać możemy tylko raz. Lub oblać raz na zawsze. Wszyscy dobrze wiemy, o co chodzi. Na próbę wystawiane są nasze rodziny, przyjaźnie, plany życiowe. Chyba każdy z nas już doświadczył smutnej prawdy, że nie można mieć wszystkiego, że czasem musimy wybierać pomiędzy wartościami równorzędnymi. Czy na pewno? Czy na pewno nie stać Cię na łączenie paradoksów? ;-)
Mam najlepszą na świecie Przyjaciółkę, którą znam od zawsze, z którą spędziłam najpiękniejsze lata - trochę dzieciństwa, szalone czasy szkoły średniej, pierwszą większą rozłąkę - studia w dwóch różnych miastach, pierwsze złamane serca, pierwsze wielkie ceremonie - śluby, wesela, aż po macierzyństwo - chyba najcięższy z egzaminów - przez wszystko przeszłyśmy razem. Just walking beside ... Nie dzwonimy do siebie za dużo, nie dzwonimy za mało, nie widujemy się za często, nie widujemy za rzadko ... częstotliwość tu nie gra żadnej roli, bo za każdym razem, kiedy się widzimy, dwie dorosłe kobiety z odrębnymi życiami, z dwóch różnych miast - gadamy jak dwie pięciolatki, które niecałe pół godziny temu skończyły zabawę w sklep i właśnie bawią się w herbatkę zapraszaną u cioci Kloci ;-).


Za każdym razem wiemy o sobie tak samo dużo, jesteśmy na bieżąco z najdrobniejszymi sukcesami i porażkami, za każdym razem idziemy w tym samym tempie...
Chociaż wiem, że jest to Przyjaźń przez duże P, która przetrwała już ładnych kilkanaście lat, kolejny wielki egzamin, który stanął na naszej drodze trochę mnie przytłoczył. Moja Przyjaciółka, jej urocze bobo i mniej uroczy (no co mogę innego powiedzieć ;-)) mąż wyjeżdżają na stałe za granicę. Zaczynają swoje życie od nowa. I bardzo ciężko jest żyć starą przyjaźnią w nowym życiu... Chociaż są skype'y, whatssapp'y i inne proste komunikatory, chociaż są tanie bilety lotnicze i desperackie podróże busem ... jednak płakać się chce, bo świadomość, że dzielić nas będzie nie 100 a grubo ponad 1000 kilometrów nie chce przestać kołatać się po głowie.
W takim momencie nie pozostaje nic innego, jak po raz kolejny podnieść dumnie czoło, przypomnieć sobie, jakie ma się wartości i co już się w życiu zdążyło przeżyć - wtedy nagle okazuje się, że łączenie paradoksów jest chyba jednak możliwe, że choć nie można mieć wszystkiego w jednym miejscu - to absolutnie nie oznacza straty - jest to tylko i wyłącznie kwestia nastawienia. Z tym też o to nastawieniem zaczynam szukać tanich połączeń lotniczych z X do Y. Co by zawsze być na czas, kiedy moja Przyjaciółka będzie tego potrzebować. Bo od tego jesteśmy, byłyśmy kiedyś i będziemy dla siebie już zawsze ;-). Dopóki nie zamkną Ryan Air'a ;-).