KULTURALNIE #MARZEC2015


Tym razem mniej optymistycznie. Najgorzej. O najgorszym człowieku. I najgorszym nałogu. I najtrudniejszym czasie w życiu. I najdłuższej drodze - drodze do trzeźwości.

Chociaż VIVY już nie oglądam od dawna, Małgorzatę Halber pamiętam bardzo dobrze z jej programów muzycznych, jako wygadaną, roześmianą, pewną siebie dziennikarkę muzyczną. Znała się i zna na muzyce, przy tym była i jest taka swojska i jakby zza ściany. Równa babka. A tu nagle równa babka, pani z telewizora wydaje TAKĄ książkę. Książkę o alkoholizmie (panie Pilch, rośnie panu konkurencja, a w dodatku w wersji żeńskiej, co w czasach zarazy gender, może być niebezpieczne). I oto nagle dowiadujemy się, że nawet kiedy w życiu pozornie wszystko się układa - jest i dobra praca, którą można połączyć z życiową pasją, jest i rozpoznawalna, ładna twarz, jest też wielu młodych znajomych i są drzwi do medialnego sukcesu - już otwarte - można się bezczelnie rozpić. Rozpić, zapijaczyć, upadać dość nisko, ale nie na tyle, by wszyscy wiedzieli. Można żyć podwójnym i zarazem podwójnie pustym życiem, w piekle pustych butelek i eleganckich drinków w zbyt dużych ilościach. I wmawiać sobie, że przecież wszyscy tak robią, wszyscy nad ranem odwiedzają monopol, do pracy chodzą na kacu i uśmiechają się uprzejmie do siebie, tak naprawdę myśląc o małym piwku.

W książce Halber zachowuje spory dystans. Dystans do siebie i do nałogu. W swoje doświadczenia i przeżycia ubiera bohaterkę fikcyjną - Krystynę. Krystyna zaś nie należy do galerii postaci, które w sposób nachalny będą nas indoktrynować, opowiadać o paskudnym nałogu w paskudny sposób, ozdabiając sceny turpistycznymi opisami zgonów nad kiblem. Krystyna nie wpasowuje się też w galerię zapitych typów, obszczanych pań z parku, sinych na twarzach bywalców dworców i poczekalni. Krystyna jest taka jak ja. Jak Ty. Jak każdy. Ma zabiegane, ambitne życie. Ma przed sobą przyszłość. Chyba jeszcze ją ma... Małgorzacie Halber udaje się rozbić nie tylko kilka butelek, ale i mit alkoholika. Sceny z 'Pod Mocnym Aniołem' zaczynamy poddawać w wątpliwość. Przecież podskórnie przeczuwamy, a teraz dostajemy potwierdzenie na papierze, że pijaczką można być mając pieniądze, przyjaciół, pracę i niespełna trzydzieści lat. Można być w Polsce pijącą kobietą, która publicznie się do tego przyzna.


Za to należą się gorące podziękowania autorce "Najgorszego człowieka na świecie". Chodź pewnie do Nike nominacji nie będzie (dużo już tam zapitych powieści), ale będzie wiele uścisków dłoni, sporo wdzięczności wśród tych, którzy odnajdą kawałki siebie i swoich nawyków w książce Halber. Konfesyjnie, nienachalnie, ale skutecznie napisany debiut literacki. Na tyle skutecznie, że odechciało mi się mojej wieczornej, tradycyjnej lampki wina... Raczej nie chcę być Krystyną...

Wystarczy mały drink, może dwa. Przed szkołą, po pracy, przed randką, na imprezie. Żeby dobrze się bawić. Żeby wreszcie się nie bać. Żeby cokolwiek poczuć. Przecież wszyscy tak robią.

Małgorzata Halber, Najgorszy człowiek na świecie

Znak, 2015.